Felietony Styl życia

Kłam, kłam, bedziesz silniejsza – felieton

Odkąd pamiętam mama zawsze powtarzała mi, że mam być sobą. Nie można nikogo udawać, najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa, a w ogóle, to kłamstwo ma krótkie nogi. Pinokio miałby przerąbane, gdyby nie przestał kłamać, a i tak biedaka musiał zeżreć waleń, żeby wredna, dobra wróżka w końcu się nad nim zlitowała.

Odkąd pamiętam mama zawsze powtarzała mi, że mam być sobą. Nie można nikogo udawać, najgorsza prawda jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa, a w ogóle, to kłamstwo ma krótkie nogi. Pinokio miałby przerąbane, gdyby nie przestał kłamać, a i tak biedaka musiał zeżreć waleń, żeby wredna, dobra wróżka w końcu się nad nim zlitowała.

Grzesia z wierszyka od listu wrzucanego do skrzynki babcia wrobiła paskudnie nie dając mu żadnych przesyłek, a Tupcio Chrupcio – sympatyczna mysz z bajek dla najmłodszych, zaliczył kłamliwy epizod, bo przez zabawę nie miał czasu umyć przed snem łapek i podpadł swojej mamusi. Z wiekiem dowiadujemy się też, że ściąganie się zupełnie nie opłaca, a udawanie orgazmów do niczego nie prowadzi.

Kłamcy i udawacze są piętnowani i omijani szerokim łukiem. W gazetach „dowcipne” redaktorki wspierane przez sztab specjalistów wyłapują na pięknych twarzach aktorek, piosenkarek i modelek ślady ingerencji chirurgicznych i wytykają im każdą kropelkę botoksu, bo przecież tylko naturalne piękno się liczy, a nie jakieś tam podrabiane.

Oszukiwać natury też nie wolno. No chyba, że zrobimy to tak, żeby nikt się nie zorientował. Albo pójdziemy w zaparte. Na palcach jednej ręki mogę zliczyć ile razy przeczytałam w wywiadzie, że czyjś doskonały tyłek to wynik diety i hektolitrów potu wylanych na siłowni.

Jest nadzieja, że za jakiś tysiąc lat wszyscy będą mieli doskonałe tyłki, skoro już teraz tak wiele osób utrzymuje, że dostało swój w genetycznym spadku po prababci. Wszystko dzięki temu, że taka za przeproszeniem dupa au naturel jest lepsza niż stworzona ręką człowieka.

Przekaz jest jasny – kłamstwo to zło. Nie udajemy, nie koloryzujemy, nie naginamy rzeczywistości, nie wyobrażamy sobie bóg wie czego i trzymamy się twardych faktów, a naga prawda, choć bolesna nas wyzwoli. Okazuje się, że nie zawsze. Nie wiem, jak wy, ale ja doniesienia amerykańskich naukowców traktuję z przymrużeniem oka, tym bardziej od kiedy kilku z nich dostało antyNobla za badanie zachowania w próżni narządów płciowych podczas stosunku seksualnego.

Nie dziwię się, że kryzys przyszedł do nas właśnie z miejsca na ziemi, w którym wydaje się grubą kasę na tego rodzaju badania. Okazuje się, że ci naukowcy, którzy trzymają się od próżni z daleka, mają więcej sensownych pomysłów, (ciekawe, czy to się jakoś ze sobą łączy… myślicie, że ktoś to już badał?).

Tak, jak na przykład psycholog społeczny Amy Cuddy.

W swoim niezwykle inspirującym wystąpieniu na konwencji TED Global w ubiegłym roku profesor Cuddy przekonywała, że udawanie wcale nie musi być złe. Wyobraźcie sobie, że za chwilę macie znaleźć się w wyjątkowo stresującej sytuacji, której powagi dodaje fakt, że będzie zależało od niej to, jak będzie wyglądało wasze przyszłe życie.

Może to być rozmowa o pracę, negocjacje z ważnym klientem, wystąpienie publiczne, cokolwiek, do przebrnięcia przez co potrzebna wam pewność siebie i wewnętrzny spokój. Już za chwilę zaczynacie, ale macie jeszcze dwie minuty, żeby się dodatkowo przygotować. Co robicie?

Założę się, że nie wpadniecie na właściwy trop, choćby nie wiem co. A oto, co powinniście zrobić: idźcie do toalety, albo zamknijcie się gdzieś, gdzie nikt was nie będzie widział, rozstawcie lekko nogi i unieście w górę ręce tworząc ze swojego ciała „X” i oddychajcie głęboko.

Nie, nie odbiło mi. To właśnie radzi profesor wykładająca na Harvard Business School i ona też nie jest walnięta. Cuddy zbadała, że określone pozycje, które przyjmujemy nieświadomie w chwilach zwycięstwa i pewności siebie, przybrane świadomie mogą wywołać taka samą reakcję chemiczną w organizmie.

Możemy oszukać mózg!

Przyjęcie pozycji siły na dwie minuty, pozwala zrobić nasz system hormonalny w konia i dzięki temu tymczasowo zwiększyć produkowanego przez nas testosteronu, ale też obniżyć zawartość negatywnego kortyzolu we krwi, co czyni nas bardziej odpornymi na stres.

Często zdąża wam się przyjmować pozycję „na kulkę”, jakbyście nie chciały zajmować mniej przestrzeni, niż to konieczne nie mając siły wydobyć z siebie nawet głosu? To już teraz wiecie, że jeśli się wyprostujecie, zadziałacie dobroczynnie nie tylko na swój kręgosłup, ale też mózg.

Takie drobne oszustwo pozwala na przeprowadzenie prawdziwej rewolucji życiowej. Udawana pewność siebie owocuje wymiernymi korzyściami – podwyżka, udział w pracy przy ciekawy projekcie, zdobycie nowego zlecenie… Możliwości jest strasznie dużo.

Wraz z odniesionym sukcesem faktycznie czujemy się silniejsze i pewniejsze siebie. Choć nadal oszukujemy, następne zadanie idzie nam lepiej. Od zadania, do zadania i z czasem już nie musimy udawać, bo to my jesteśmy paniami sytuacji i głupi kortyzol nam już nie podskoczy.

Ba! Żeby tylko kortyzol! I o ile nie polecam udawania, że jest się królową brytyjską, albo Edytą Górniak, to ja wierzę Amy Cuddy choćby dlatego, że ona sama jest najlepszym dowodem skuteczności tej techniki. Żeby się przekonać obejrzyjcie jej wykład na stronach TED (www.ted.com – dostępne są polskie napisy).

O Autorce

Dominika Hilszczańska zdradziła ostatnio, że pisze książkę dla dzieci i być może niedługo pojawi się film z jej scenariuszem, więc trzymamy kciuki! Matka dwóch wspaniałych synów, jest ciekawa świata i czerpiąca z życia garściami – zarówno te dobre, jak i te niezbyt przyjemne rzeczy, bo przecież o czymś trzeba będzie dzieciom opowiadać.

Zachęcamy do lektury  pozostałych felietonów Pani Dominiki!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *